Toskania

July 5, 2017
Toskania

Jak pisałam wcześniej, nawet najwięksi szczęściarze kiedyś kończą wakacje. Ja tam kończę jedne, by myśleć o następnych. Bo te już za 3 tygodnie. Ale zanim nadejdą, trzeba na chwilę przełączyć się na tryb praca i powspominać co działo się na ostatnim wyjeździe. A działo się sporo.

We Włoszech byłam wiele razy. Rzym darzę miłością wyjątkową. Tym razem jednak udałam się do Toskanii i obawiam się, że jednak tam zostawiłam moje kochliwe serce.

Ten region totalnie różni się od pozostałych. Wiadomo, że słynie z wina, oliwy, florentyńskich steków i marmuru. To tak oficjalnie. A czym jest dla Toskania jest dla mnie?

  1. Jedzeniem przede wszystkim oczywiście! Nigdy nie nazwałam siebie weganką. Bo o ile mogę żyć bez mięsa i nawet nabiału, tak już ryby i owoce morza ciężko by mi było odstawić. I to głównie nimi żywiłam się w czasie wakacji. Pizza i pasta też oczywiście gościły na moim talerzu, ale kalmary i ośmiornice kocham jednak miłością wyższą. Prostota w toskańskiej kuchni odpowiada mi bardzo. Jeśli masz najświeższe produkty dobrej jakości, to niewiele masz już do zrobienia. Krewetki wrzucasz na chwilę na grilla, do tego bakłażan, cukinia, pomidory. Makaron to przecież także tylko chwila pracy. Masz więcej czasu na dolce far niente. Proste.
  2. Plażami. Głównie prywatnymi, z rzędami baldachimów i parasoli. Co mnie zaskoczyło, to obecność na tych wymuskanych plażach psów. Na leżakach. Włosi zresztą zabierają psy ze sobą wszędzie. Do restauracji, do supermarketu i do znajomych.

Udało mi się bywać także na tych zupełnie dzikich oraz publicznych, gdzie na przykład natknęłam się na cygański obóz.

  1. Sztuką. W nawet najmniejszych mieścinach pełno jest niesamowitej sztuki. Rzeźb, pomników, instalacji, dosłownie na każdym kroku. Bardzo kultywuje się tu marmur, który wydobywa się wysoko w górach. Poznałam nawet grupę ludzi, którzy z marmuru zbudowali sobie skatepark w swym rodzinnym mieście. Z odpadków fabrycznych, ot tak. Robi wrażenie.

Streeart to także mocna strona Włoch, o czym przekonałam się wiele razy. Wlepki, grafiki, przerobione znaki drogowe, wspaniałe murale. Podczas gdy moi towarzysze podróży chodzili patrząc wysoko podziwiając katedry, ja penetrowałam zaułki, lokalne puby. Czasami wyglądałam, jakbym grzebała w śmietniku, ale po prostu robiłam zdjęcia niesamowitych dzieł sztuki, które właśnie ten śmietnik zdobiły.

  1. Bez cienia zażenowania przyznają, że owszem, mają 35 lat i mieszkają z rodzicami, bo to przecież Italian style. Na dźwięk słowa mamma i pasta ich twarze zalewa błogi uśmiech. Uwielbiam ich za to, że dziecięce urodziny wyprawiają o godzinie 23 w pobliskiej restauracji. Za to, że coraz lepiej mówią po angielsku i już mniej porozumiewa się z nimi rękoma. Za ich siestę i pogardliwe spojrzenie przy zamawianiu kawy z mlekiem po 12. Za maskowanie tej pogardy przy zamówieniu cappuccino z mlekiem sojowym. Za otwartość, gościnność. No lubię ich bardzo.

Jeśli to tylko możliwe, spędzajcie z lokalsami jak najwięcej czasu. Wiedzą, gdzie dobrze zjeść, kupić dobre wino czy obraz. Zabiorą nocą nad wodospad i do miejscowości, których nie ma na mapie.

Mam też kilka rad. Jeżeli chcecie wszędzie zwracać na siebie uwagę, zabierzcie ze sobą na wakacje niebieskookie i blondwłose dziecko. Wszyscy będą je szczypać w policzki i krzyczeć bellissimo!

Jeżeli nie biegacie w Warszawie czy Gdańsku, to nie będziecie także biegać w temperaturze 38 stopni. Pisząc to mam na myśli, żeby nie zabierać ze sobą butów do biegania. Bo tylko zajmują miejsce w walizce, a później walają się po pokoju, a Wy potykacie się o nie, idąc do lodówki po kolejną porcję tiramisu. Po co komu takie nerwy i wyrzuty sumienia.

Absolutnie unikajcie Florencji, Pizy, Sieny w sierpniu. Są tam wtedy dzikie tłumy ludzi, gorąco jest jak cholerna jasna i liczne sprzeczki przy pakowaniu się na wycieczki i zwiedzaniu mogą prowadzić do nadciśnienia, rozwodów i niestrawności.

Oczywiście właśnie dlatego spędziłam w Toskanii 2 sierpniowe tygodnie. Bardzo piękne zresztą.

Wróciłam pełna inspiracji i dobrych emocji. Zbieram także na dom w Pietrasanta. Miejscowości, w której mieszkał i tworzył Mitoraj, mieszka także Robert Kubica. Zainteresowanym podam numer konta. Każdy grosz się liczy! Albo każdy euro cent! Później wszystkich Was zaproszę. Ciao!

 

Zobacz również:

Koczki Karmi Catering Przyjęcia okolicznościowe Garden Party