Nicea

May 10, 2018
Nicea

Kilka  kulinarno-behawioralnych i bardzo subiektywnych rad na euro oraz pobyt we Francji

Jestem pełna emocji. Bardzo intensywnych, acz pozytywnych. Wyperfumowana ośmioma rodzajami, perfum siedząc na lotnisku postanowiłam napisać kilka słów porad dla rodaków podróżujących w najbliższym czasie do Francji, kraju winem, serami  i ślimakami płynącego.

Niedzielne zwycięstwo naszej reprezentacji w swym pierwszym meczu na Euro 2016 rozbuchało nasze oczekiwania. Choć myślę, że i bez tego będziemy uczestniczyć w meczach licznie i radośnie.

Zanim jednak wylądujecie na Lazurowym Wybrzeżu czy w innej części tego pięknego kraju , mam dla Was kilka spostrzeżeń:

  1. Francuski to cholernie trudny język. Wszystko zupełnie inaczej się pisze i czyta. Podobno mam dobry słuch, więc teoretycznie języki powinnam łapać w lot, ale widać są wyjątki. Fajnie, że znasz takie zwroty jak: Merci – tak podziękuję Ci, Citroen- Creative Technology. Umiesz wymówić Moulin Rouge i croissant albo przynajmniej tak Ci się wydaje. Zapomnij o tym. Już w taksówce na lotnisku będziesz chciał się przechwalać swoimi umiejętnościami wymawiając nazwę hotelu, do którego chcesz jechać. W 10/9 przypadków kierowca spojrzy na Ciebie z mieszanką niesmaku, politowania i szoku i poprosi abyś pokazał mu na piśmie pod jaki adres ma Cię zawieźć.

W czasie pobytu będzie coraz lepiej.  Nauczysz się jeszcze innych podstawowych zwrotów: dzień dobry, kurwa mać, madame. Świetnie dogadasz się także z Irlandczykami, wspólnie ułożycie kilka niecenzuralnych piosenek pod adresem naszych, nazwijmy to, niektórych sąsiadów. W drodze powrotnej na lotnisko będziesz już swobodnie śpiewać na całe gardło piosenki Edith Piaf.

  1. Spojrzenie, którym uraczył Cię taksówkarz możesz napotkać także w restauracjach. Zwłaszcza jeśli zjawisz się tam w niedzielę, gdy wokoło siedzi dużo lokalsów. Zamawiasz mule lub inne owoce morza i zabawa się zaczyna. Żaby wbrew pozorom jedzą tam rzadko. Mule zaś nagminnie. I nie dość, że nie mają nawet kropli wywaru na swoich śnieżnobiałych koszulach, to jedzą te morskie robale zwinnie i elegancko, robiąc sobie szczypce z muszli. Sztuka ta nie jest trudna do opanowania. Lepiej jednak poćwiczyć w domu. Na pewno macie gdzieś na segmencie kupione nad Bałtykiem muszle.

Tak wprawionym można śmiało jeść publicznie mule i żaden Pierre czy Charles nie będzie patrzył na Ciebie z pogardą.

Pizzę je się tak samo wszędzie. Tylko nie wypada prosić o sos czosnkowy. Tym bardziej o czostkowy.

  1. Tu już krótko, ale nadal wokół posiłków. Jeżeli nie przywykłeś do jedzenia śniadań na balkonie czy tarasie, to nie kozacz. Może się to skończyć:
  1. zrzuceniem komuś na głowę kawałka bagietki
  2. zrzuceniem na tegoż kawałka śmierdzącego sera
  3. porwaniem przez mewę ostatniej kanapki z paprykarzem szczecińskim

Potem wychodzą głupie sytuacje. Krzyki,  nerwy, po co to komu. Zwłaszcza, że ciężko później kupić paprykarz w  lokalnym markecie.

Mam nadzieję, że choć trochę pomogłam Wam przed podróżą.  Ja już wracam, tym razem krzyczeć przed telewizorem. Z mojej walizki śmierdzi, jakby ktoś w niej umarł. Wiozę sery przyjaciołom. Niech u nich w domu też trochę pośmierdzi.

Nicea albo śmierć! I udało się! Merci buku (nie mam pojęcia dlaczego oni zawsze dziękują drzewu, ja tam widziałam same palmy).

Zobacz również:

Koczki Karmi Catering Przyjęcia okolicznościowe Garden Party