Malenia TOP 3

June 27, 2018
Malenia TOP 3

Jak Państwo być może zdążyliście zauważyć, mam w życiu dwie największe miłości. Nie potrafię podać kolejności kochania, ale na pewno są to: jedzenia oraz zwierzęta, w tym najbardziej psy. Zaraz potem pojawiają się ludzie.

 

Psa chciałam mieć od zawsze. Jako najmłodsza w rodzinie zawsze czułam się trochę samotnie. Zwłaszcza wtedy, gdy dużo starsze rodzeństwo wyniosło się na swoje. Rodzice jednak byli uparci, to było ich mieszkanie, ja miałam 12 lat, więc jakby sprawa była oczywista. Ale ja też jestem uparta, najbardziej na świecie. Po wielu rozmyślaniach, za i przeciw, po zakupie swojego mieszkania, stabilizacji w pracy, stwierdziłam, że to ten moment. Amstaffy to były pierwsze psy, z którymi miałam w miarę świadomy  kontakt i które pokochałam od pierwszego wejrzenia. Najpierw w moim rodzinnym mieście była Buba, suka kolegi z liceum, która na widok każdego człowieka cieszyła się tak, jakby był zrobiony ze żwaczy wołowych i zgniłych ryb. Szczęście niepojęte. Potem poznałam Dorę, psa sąsiadów, która była już stara i niedowidząca, wchodziła w ściany, ale zawsze przychodziła się ze mną przywitać, machając ogonem z taką siłą, że mogłaby się wzbić w powietrze.

 

Znalazłam więc hodowlę, cierpliwie czekałam na miot i jak zobaczyłam zdjęcie mojego trikolorka, chciałam od razu wstać od biurka i przebiec po nią te 300 km do miejsca, gdzie się urodziła.

 

Kluseczkę odebrałam jak miała osiem tygodni. Wcześniej, gdy oznajmiłam rodzicom i znajomym, że kupuję amstaffa, ci byli na twarzy zieloni i czerwoni na przemian, mówili, że boją się o moje życie. Ja sama nie wiedziałam zupełnie co mnie czeka. ZUPEŁNIE. Po pierwsze każdy szczeniak to hardkor. A szczeniak amstaffowy to hardkor razy osiem. Przez kolejne sześć miesięcy zastanawiałam się poważnie co ja najlepszego zrobiłam. Tak naprawdę totalnie nie wiedziałam jak z takim małym gnojem postępować. Wiedzę musiałam nadrabiać na bieżąco, a nie było się bez łez i potu. Ale później przychodziły małe sukcesy. Załatwianie się poza domem, coraz dłuższe spacery bez konieczności noszenia na rękach coraz większego pieska. A ja bardzo szybko jako z jedną ze swoich głównych maksym przyjęłam tę, że rzeczy materialne  nie mają żadnego znaczenia. Żadnego. Są nabyte. Ale co innego można sobie mówić, gdy idziesz na 15 minut na bazar po warzywa, a pies w tym czasie wyjada po wielkiej dziurze w 3 butach z różnych par.

 

Nie obyło się bez śmieszno-strasznych historii. Jednego z moich chłopaków Malenia szybko pogoniła z domu, gryząc do uparcie w pięty przy każdej wizycie. Jak się oczywiście okazało, bardzo słusznie, piesek miał nosa. Ale chyba jedną z najdziwniejszych historii była wizyta behawiorysty, po którego zadzwoniłam w akcie największej desperacji. Pan przyjechał do nas ze Śląska, z asystentką i już od samego progu wiedziałam, że mogłam schować gdzieś na półce ukrytą kamerę, bo tu będą działy się czary. No i pan takowe odprawiał. Stwierdził, że tak dzikiego psa nigdy nie widział, a jako sposób na jej nadpobudliwość zalecił między innymi, by suchą karmę zamiast do miski, rozrzucać psu po całym mieszkaniu, w kompletnej ciemności i milczeniu. Trzeba było przy tym widzieć minę mojego psa. Miał bardzo wiele bardzo dziwnych wskazówek, tymczasem piesek po jego wizycie jakby sam się nade mną zlitował i bardzo się uspokoił.

 

Bardzo też cieszę się, że moi rodzice, tak sceptycznie nastawieni na początku, teraz traktują psa niemal jak piątego wnuka. Pamiętam jak pierwszy raz zostali z nią sami i dzwonili do mnie do pracy średnio co pół godziny, głównie dlatego, że pies… nie je. Nie chce jeść no, czy ona czasem nie jest chora? Pamiętam także jak weszłam potem do domu i pierwsze co zobaczyłam, to moją mamę stojącą przy kuchni, smażącą placki z jabłkami, które ściągała na talerz, studziła dmuchając i wrzucała wprost do psiego pyska. Na mojej przerażone spojrzenie odparła tylko: no ale zobacz jak ona ładnie je!

 

O piesku mogłabym opowiadać godzinami. W końcu to moja najwierniejsza towarzyszka. 30 kilogramowy cielaczek, który rozpycha się na kanapie i potrafi ściągać z kanapek sam ser żółty.

 

Nie ma tu miejsca na nudę. Albo jakieś tam sztampowe życie. Nie, nie.

 

Generalnie zasada jest prosta. Jeśli wchodzę do domu, a mój pies nie przybiega mi na powitanie, tylko na przykład siedzi nieruchomo albo siedzi przodem do ściany, dotykając jej głową, wiem, że stało się COŚ. Jeszcze nie wiem co, ale śmiało mogę powiedzieć, OHO i zacząć rozglądać się w poszukiwaniu szkód oraz pomysłowych niespodzianek.

 

Poniżej krótkie zestawienie historii już wiele razy opowiedzianych:

  1. Był upalny, letni dzień. Siedziałam w wannie z letnią wodą, pijąc mrożoną kawę i myśląc jak jeszcze można się schłodzić. Drzwi do łazienki zostawiłam otwarte. I wtedy mój pies wpadł na genialny pomysł. Eureka! Mianowicie Malenia wzięła rozbieg w naszym półtorametrowym korytarzu, który jest kuchnią i z całym impetem wskoczyła mi do wanny. Tak, ja byłam w tej wannie, pełnej wody. Z kawą w ręku. Zdębiałam.
  2. To też był letni dzień. Wyprałam poszewki, rozwiesiłam, a pościel z pierzem w środku zostawiłam na łóżku. Faktycznie, wiedziałam, że w jednej z poduszek jest mini dziurka, z której wystaje mini piórko. Ale wtedy nie wiedziałam jeszcze, że takie fakty należy notować ku przestrodze. W każdym razie zadowolona poszłam na wino do znajomych. Wróciłam po kilku godzinach, marząc tylko by położyć  się szybko spać. Weszłam do sypialni, potwornie zmęczona , o 1 w nocy. A tam mym oczom ukazała się sceneria rodem z tych wszystkich filmików na Youtube. Całe łóżko oraz wszystko dookoła w piórach. Wszystko. Z obu poduszek zostały jakieś marne skrawki materiału, a w sypialni latało około 3 kg pierza. Nie wiedziałam, czy krzyczeć, czy płakać, czy się śmiać. Wzięłam 50 głębokich oddechów, wzięłam smycz i poszłam na długi spacer z moim jakże radosnym psem. Pióra znajdowałam w domu jeszcze przez pół roku. Natychmiast też wymieniłam pościel na tę z syntetycznym wypełnieniem.
  3. Trzeciej historii jednak nie opiszę. Również miała miejsce w upalny dzień. Nie zdołam tu jednak napisać co zrobiła Malenia, gdy przyszli do mnie goście i akurat zasiedliśmy do chłodnika, który im zaserwowałam. Sysia, Maciek, Miki, na pewno pamiętacie. Ja też pamiętam  i niech tak zostanie.

Ktoś mi niedawno powiedział, że biorąc psa wiesz, że  na pewno będziesz cierpiał. Jest w tym dużo prawdy. Chociażby dlatego, że na 90% będziesz żył dłużej, niż Twój czworonożny przyjaciel. Ale radość i miłość jaką dają te wszystkie lata razem spędzone są najlepsze. No po prostu najlepsze.

Polecam – Koczi

Zobacz również:

Koczki Karmi Catering Przyjęcia okolicznościowe Garden Party