Krótki rys przedsiębiorcy

July 12, 2018
Krótki rys przedsiębiorcy

Tak się składa, że żyjemy w kraju, w którym gdy ktoś powie: mam własną firmę, reakcje mogą być zgoła odmienne. Ludzie, którzy nigdy takowej nie mieli, pracują na etacie, nie pracują albo mają jeszcze inny pomysł na życie, często myślą sobie: toż to bogacz, panicz, kawior, szampan i Gucci na fakturę wliczone w koszty. Tak się składa również, że sama działalność gospodarczą prowadzę od lat ponad pięciu i gdy ktoś mówi mi, że ma swoją firmę, myślę sobie coś nieco innego.

 

Myślę sobie bowiem, uaaaaa stary, masz przetentego, rozumiem, łączę się w bólu i zabawie . Co miesiąc martwisz się jak zapłacić ZUS. Swój pół biedy, gorzej jak zatrudniasz pracowników. Do tego dochodzą podatki. Wypłaty, składki zdrowotne, notoryczne niepłacenie faktur przez klientów w terminie (wiedźcie, że niektóre korporacje na wstępie współpracy zaznaczają, że ich termin płatności, to np. 45 dni, nawet jeśli są Ci winni  500 zł). Nie wspomnę już nawet o porządnym płatnym urlopie. Czasem jest to tylko okres przejściowy rozkwitu firmy, który potrafi trwać 20 lat. Później czas stabilizacji, w razie ewentualnych kryzysów zaś z firmy właściwie się nie wychodzi. I tu dopiero zabawa się zaczyna.

 

Pamiętam dokładnie swoją euforię, gdy złożyłam w urzędzie dokumenty, dumna i blada. Pani w okienku stwierdziła, że co to nazwa, jak to wymawia, co to znaczy i że w ogóle bez sensu. Pierwsze dwa lata są jak przyjemny rejs po rzece, dopiero potem wypływamy na otwarte morze i zaczyna bujać.

 

Wspomnę też może krótko, jak wyglądają formalności związane z założeniem spółki cywilnej zarejestrowanej we własnym mieszkaniu. Wówczas musisz podpisać umowę użyczenia lokalu sam ze sobą. Pani w urzędzie dobre 10 minut zastanawiała się jak odpowiedzieć na moje pytanie, ale potem przyznała tylko: no tak, musi Pani podpisać umowę sama nie sobą. Czy mówiłam już, że własna firma to jest świetna zabawa?

 

Jedna z moich księgowych otwarcie zapytała mnie na pierwszym naszym spotkaniu czy chcę kogoś zatrudniać legalnie. A jeśli tak, to po co. Przyznam, że zdębiałam i choć robię to z wielką przykrością, często mam ochotę przyznać rację jej pesymizmowi. A potem też wytłumaczyła mi, dlaczego większość firm w Polsce to firmy rodzinne. Ponieważ by uniknąć wysokich składek, a zyskać ulgi, co dwa lata firmę przerejestrowuje się na innego członka rodziny. Ciocia babci, syn brata, kto tam akurat się nada.

 

Jako posiadacz jednoosobowej działalności gospodarczej nie pójdziesz z klientem  na squasha. Dlaczego? Bo nie masz multisporta. A umówmy się, kogo stać na takie ekstrawagancje w regularnej cenie. Jeśli zachorujesz, to pokajasz się i pójdziesz zwiedzić osiedlową przychodnię, zamiast jeden z medycznych przybytków na terenie mordoru. Oczywiście można także próbować zapisać się telefonicznie. Zawsze jest to loteria. Czasem Pani Krysia odbierze telefon punkt 7:30 i wtedy tylko żałujesz, że nie możesz uściskać jej przez słuchawkę. Czasem będziesz dzwonić, jak ja ostatnio 113 razy, po czym Pani Krysia odbierze i powie, że to niemożliwe, iż nie udało Ci się dodzwonić, bo ona tu siedzi cały czas. No i numerków już nie ma, więc zaprasza jutro.

 

W razie ciąży ZUS będzie  Ci płacił kilkaset złotych, za które kupisz dziecku nic. Oczywiście tylko pod warunkiem, że spełnisz szereg norm, formalności oraz dostarczysz komplet 189 dokumentów i świstków. No i dostaniesz też potem 1100 zł emerytury.  W porywach do 1130 zł.

 

Na pewno plusem jest to, że wolne możesz zrobić sobie kiedy tylko chcesz. Minusem zaś to, że wtedy nie zarabiasz.  A złośliwość  natury bywa taka, że jak już szarpniesz się na weekend na Mazurach, to wtedy właśnie klient zadzwoni, że chce na jutro catering na 100 osób.

 

Z tymi zarobkami też jest tak, że raz są, raz nie ma. Raz radość i szampan dla wszystkich proszę! Raz myślisz jak tu na ten czynsz uciułać i może wypadałoby kupić nowy  telefon jednak, zanim w starym odpadnie szybka, a wystającym drucikiem wydłubiesz sobie oko. 

 

Do tego dochodzi coś, co od wielu lat śni mi się po nocach. Nazywa się barter. Są oczywiście przypadki, w których taka współpraca ma duży sens i obie strony wychodzą na tym dobrze. Ale z drugiej strony, czy proponowaliście kiedyś dostawcy prądu, że jak wywiesicie na drzwiach wejściowych do domu tabliczkę, że korzystacie z ich usług, to będę te usługi świadczyć za darmo? Nie? To może warto się zastanowić? Przynajmniej raz w tygodniu dostaję propozycję podobnego gatunku.

 

I tylko byśmy mieli jasność, ja wcale nie narzekam.  To co robię i jak robię to mój wybór. Dla mnie naprawdę najważniejsze jest to, że robię coś swojego, po swojemu i dla siebie. Że mogę być inna. Nie gorsza, nie lepsza. Inna. Ostatnio z moją wspólniczką rozmawiałyśmy o znajomej parze artystów. Ludzi,  dla których abstrakcją jest płacenie  rachunków, robienie zakupów, bo  żyją trochę w innym świecie. Przyznałam, że zawsze fascynowali mnie tacy ludzie. Ania wtedy powiedziała bardzo ważne zdanie. Że przecież nie wszyscy musimy być tacy sami. Normalni, poukładani, z dobrą pracą. Zwłaszcza, że to wszystko są pozory.

 

No więc najlepiej jest chyba robić tak, żeby czuło się dobrze. Pracować, wiązać się, jeść. Bez tego ani rusz. Życia po swojemu Państwu życzę. Na wszelki wypadek jednak nie będę pisać tu o kulisach współpracy z sanepidem.

 

Zobacz również:

Koczki Karmi Catering Przyjęcia okolicznościowe Garden Party