Dobre nawyki

November 24, 2018
Dobre nawyki

Dobre nawyki od teorii do praktyki

 

Mówi się, że do wyrobienia nawyku potrzeba siedmiu dni. Co prawda niezależnie od tego czy jest on dobry czy zły, ale tego już nie roztrząsajmy. Skupmy się na procesie i jego potencjale. I pomyślmy ile możemy zrobić dla swojego najbliższego otoczenia, co oczywiście przełoży się na całą planetę.

 

Wiem, że to wszystko brzmi górnolotnie. Wiem, że często można spotkać się z  nieco powątpiewającymi opiniami, że tyle lat używaliśmy słomek i toreb plastikowych i czemu teraz nagle nie wolno. Bo po prostu przesadziliśmy trochę . Nabałaganiliśmy i trzeba posprzątać. A najlepiej przestać dokładać do tego bałaganu. Ale nie jest to łatwe, bo właśnie mamy już wyrobione pewne nawyki. To, że każdego pomidorka i jabłuszko pakujemy w oddzielną torebkę. Albo, że kupujemy za dużo i potem wyrzucamy. I mam tu na myśli nie tylko jedzenie. Ale także ubrania, książki, gazety i wiele innych przedmiotów.  Temat wyjątkowo aktualny w okolicach tzw. Black Friday. Bo czy na pewno potrzebujemy tych wszystkich przedmiotów?

 

Codziennie także przyczyniamy się do nadmiernej produkcji spalin, zanieczyszczamy powietrze na wiele sposobów. W efekcie mamy ocieplenie klimatu i to wcale nie są żarty. Sprawa robi się naprawdę poważna.

 

Chciałabym bardzo, abyśmy wspólnie inspirowali się i dopingowali w działaniach, które można otagować #zerowaste, a na początek może chociaż #lesswaste. Czyli po prostu nie marnuj czy też mniej śmieć.

 

W ostatnią sobotę byłam na spotkaniu, na którym dyskutowaliśmy o tym, co możemy zrobić, by wykorzystywać jak najwięcej odpadków, używać mniej plastiku, ale też papieru i innych surowców. Jak z odpadków po produkcji nalewki zrobić pyszne praliny, a z obierków wywar.

 

W panelu brała m.in. udział Areta Szpura, która chyba jako pierwsza w Polsce zaczęła głośno i taką konsekwencją mówić o tym, że trzeba się obudzić i zacząć dbać o naszą planetę. Wykorzystując swój medialny potencjał zrobiła spore zamieszanie i  o dobrych nawykach oraz konieczności ich nabywania jest coraz głośniej. No i super. I tak ma być!

 

Przedstawiam Wam kilka moich patentów. Czekam też oczywiście na Wasze propozycje. I jak to się ładnie mówi, go for it!

 

Nie mogę tu nie wspomnieć o założeniach mojej własnej firmy. Tak się bowiem składa, że do produkcji cateringu nie używamy plastiku. Staramy się by wszystko było szklane, wielokrotnego użytku i biodegradowalne. Mam na tym punkcie już coś w rodzaju manii. Nasze lunche pakujemy w szklane słoiki na wymianę. Jest to poniekąd odpowiedź na dietę pudełkową, która oprócz dyskusyjnej jakości jedzenia, wytwarza codziennie tony folii i plastiku. Bo czy gorące jedzenie  pakowane o 2 w nocy w plastikowe pojemniki i zgrzewane folią może być dobre? Zwłaszcza, że wchodzi w pewną reakcję z opakowaniem, przejmując od niego smak i „właściwości”.

 

Jeśli zaczynamy od odżywiania, to namawiam także do zaprzestania jedzenia mięsa, bądź chociaż ograniczenia jego spożywania. Każdy lekarz powie Wam, że dieta roślinna jest najlepsza na świecie. Doprawiona odpowiednią dawką ruchu. Do tego dochodzi okrucieństwo w hodowlach przemysłowych.  Jeśli to Was nie rusza, to mogę dodać jeszcze, że  do wyprodukowania 1 kg wołowiny potrzeba 14.500 litrów wody. Oraz że odchody zwierząt generują ogromną ilość metanu, które przyczyniają się do powiększania się dziury ozonowej.

 

No i dieta wegańska jest pyszna i znacznie poprawia metabolizm. Często słyszę od ludzi, że odkąd nie jedzą mięsa, czują się znacznie lepiej, lżej i bardziej chce im się żyć.

 

Kupujmy także rozważnie. Nie róbmy zapasów tygodniowych. Bo wierzcie mi, że połowa się potem zepsuje i zwyczajnie ją wyrzucicie. Poza tym weźcie pod uwagę recykling jedzeniowy. Jeśli gotujecie wywar na zupę, z pozostałych warzyw można zrobić pyszny pasztet, kotleciki czy nadzienie do krokietów. Sałatkę jarzynową, marchewkę z groszkiem do obiadu, czy wymieniać dalej? 😀 Sam wywar można zaś podzielić na porcje i raz dodać do niego passatę pomidorową, raz niech będzie bazą do kremu z pieczonego kalafiora. Naprawdę nie trzeba gotować 10 litrów ogórkowej i jeść ją potem cały tydzień. Bo nawet gdy będzie najpyszniejsza zwyczajnie wyjdzie nam bokiem. Radzę też wizyty na bazarkach pod koniec dnia. Można wtedy kupić masę warzyw, owoców czy ciut zwiędniętych ziół, które w zupełności nadają się do jedzenia, choć do sprzedaży może już nie zawsze (Oczywiście według bardzo wyśrubowanych norm klientów. Pan Arek z bazarku mówi, że czasem jak sałata ma jeden liść oberwany to ludzie już nie chcą jej kupować, czyż to nie jest szaleństwo?).

 

Skoro o bazarkach czy w ogóle sklepach mowa, to oczywiście chodźcie tam zawsze ze swoją torbą. Na warzywa, owoce, ale też chleb, sypkie produkty. Kiszonki? Proszę bardzo, zabierajcie swój słoik. Dziesięć woreczków czasem przecieknie, słoik nigdy. A wykorzystacie go jeszcze potem zylion razy.

 

Bierzcie też swoje opakowania na wynos. Na kawę, herbatę, lunch, zupę, ciasto. Jeśli w kawiarni nie chcą brać Twojego kubka za bar, twierdząc, że to bakterie, zaproponujcie, by kawę zrobili do dzbanuszka i na barze przelali do Waszego pojemnika. Prawda jest taka, że dla sanepidu jest to zupełnie nowa sytuacja. Nie ma w związku z tym żadnych obostrzeń i w takich wypadkach każda kawiarnia może wprowadzać swój wewnętrzny regulamin. I oczywiście musimy go szanować, ale też bądźcie konsekwentni w dopominaniu się o swoje.

 

To jak to było, dieta roślinna doprawiana dawką ruchu? 😉 Tak się składa, że całą wiosnę i lato jeździłam rowerem, co bardzo polecam. W mieście jest coraz więcej ścieżek. Rowerzyści i kierowcy uczą się siebie nawzajem. I choć czasem śmieję się, że nie muszę pić rano kawy, bo w drodze do pracy kilku kierowców (a czasem i rowerzystów) skutecznie podnosi mi ciśnienie, to widzę zielone światełko w tunelu. Do tego nogi pięknie się rzeźbią, można się ładnie opalić i śpiewać na cały głos ze słuchawkami na uszach (uwaga na owady wpadające do ust).

 

Oczywiście zachęcam też do korzystania z komunikacji miejskiej, w której możecie sobie poczytać książkę, wypić w spokoju kawę albo dospać jeszcze chociaż te 10 minut.

 

Polecam także spacery. A jeśli na przykład wybieracie się do lasu, to weźcie sobie za cel, by zebrać choć 5 plastikowych butelek, które znajdziecie po drodze i wyrzucić je do pojemników do tego przeznaczonych.

 

No i przedmioty. Ciuchy, książki, gazety, biżuteria, bibeloty. Stawiam, że jakieś 80% z nas ma tego wszystkiego w domu znacznie za dużo. A przecież ubraniami można się wymieniać, sprzedawać, przerabiać. To samo z książkami. Można też przeprosić się z osiedlową biblioteką, w której każdy znajdzie coś dla siebie.

 

Jest jeszcze kwestia energii. Ktoś mi kiedyś słusznie zwrócił uwagę, że wszystko co się świeci, co ma świecącą diodę, pobiera prąd. A często są  to sprzęty, których używamy sporadycznie. Mam w domu piekarnik z ogromnym wyświetlaczem. Naprawdę, można na nim niemal oglądać filmy, zmieniać tła, kolory, dźwięki. Ale włączam go tylko wtedy, kiedy mam zamiar coś upiec.

 

Oszczędnie korzystam z oświetlenia i ogrzewania. Grzejników nie zastawiam kanapą. Nie biorę pokwitowania płacąc kartą, większość biletów staram się kupować online, by potem tylko pokazać je w telefonie. Używam tylko recyklingowych papierowych ręczników. Jeśli już używam plastikowych butelek czy kartonów, po zużyciu dokładnie je zgniatam, a nakrętki oddaję na zbiórki do fundacji. Z fusów od kawy robię peeling, torebki od herbaty czasem oddaję babci, bo nawozi nimi hortensje. Dawno zrezygnowałam z żeli pod prysznic w plastikowych butlach na rzecz naturalnych mydeł. Każdego dnia odkrywam nowe sposoby jak żyć bardziej ekologicznie. Bardzo to lubię. Zachęcam do wzięcia udziału w tej przygodzie.

 

I czekam na Wasze dobre nawyki. Dzielmy się tym, co dobre.

Zobacz również:

Koczki Karmi Catering Przyjęcia okolicznościowe Garden Party