Wspomnienia z miasta rodzinnego

August 7, 2018
Wspomnienia z miasta rodzinnego

Lato zawsze jest trochę wolniejsze. Przez te upały jakby wszystko wolniej się toczy, połowa bud na bazarze zamknięta przez urlopy. Bez sensu. Nie zawsze wszystko da się załatwić, gdy połowa miasta siedzi na Helu. To zazwyczaj także czas podróży, przemieszczania się, spotkań z dawno niewidzianą rodziną. Dla mnie to zawsze czas wspomnień, jakkolwiek górnolotnie to nie brzmi, to podróż sentymentalna.

 

Do Ostródy, w której się wychowałam, jeżdżę dosyć rzadko. Mieszkający tam rodzice są ciągle w podróży, a ja mam coraz mniej czasu. No i wojaże z psem nie zawsze należą  do łatwych. Kilka dni temu zupełnie niespodziewanie wylądowałam jednak na chwilę w rodzinnym mieście. I przypomniało mi się wiele miłych chwil z pierwszych 19 lat mojego życia.

 

Tak samo jak ja w zeszłym tygodniu, tak samo ponad 40 lat temu moi rodzice zupełnie niespodziewanie zjawili się w Ostródzie. Nie mieli tu żadnej rodziny, znajomych, przyjechali za pracą. Mój tata został powołany do służby w jednej z dwóch bardzo dużych wojskowych jednostek, które wówczas mieściły się w moim mieście. Dziś obu już nie ma, a na ich terenie powstały lub nadal budują się oczywiście co? Wiadomo,  nowe osiedla mieszkaniowe. Nie tam żadne parki, lasy, tereny zielone, tylko bloki, beton, bloki. Które notabene pojawiły się także nawet na brzegu mojego ukochanego jeziora. No ale rzeczy, na które nie mamy wpływu, po prostu zostawmy.

 

Niewątpliwie byłam dzieckiem z kluczem na szyi. Ten pierwszy to pamiętam nawet miał czerwoną plastikową nakładkę i był na turkusowej sznurówce. Pamiętam też, że gdy go zgubiłam, myślałam, że świat się skończył i  przyjdą nas wszystkich ukraść w nocy.

 

Od zawsze byłam też dzieckiem bardzo towarzyskim. Najmłodsza i dużo młodsza od rodzeństwa czułam się trochę jak jedynaczka. A w naszym dużym mieszkaniu na Jagiełły, zawsze było dużo dzieci, bo było ku temu kilka sprzyjających powodów.

 

Po pierwsze, oboje moi rodzice pracowali do 15. A że lekcje kończyły się o 12 albo o 12 zaczynały, wolną chatę trzeba było wykorzystać. Zawsze karmiłam też wszystkie koleżanki i kolegów czym chata bogata. Czyli zazwyczaj bułkami z masłem lub szynką, ewentualnie parówkami. Poza tym mieliśmy w domu długi korytarz, który idealnie nadawał się na wybieg dla modelek, w związku z czym jedną z ulubionych zabaw był pokaz mody. Mody z szafy mojej mamy oczywiście. Czasem gdy nas poniosło, wychodziłyśmy w tych za dużych o 5 rozmiarów szpilkach przed blok, ale to wtedy zawsze sprzedawała nas sąsiadka i miałam przez chwilę trochę przekichane.

 

Ponadto w naszym rodzinnym mieszkaniu były dwa sprzęty, które budziły ogromną ekscytację. Komputer, więc graliśmy z Dooma, różnego rodzaju wyścigi samochodowe, piłkę nożną i wiele innych. Pasjami, grupami, turami, całymi rankami. Do tego mieliśmy w domu telefon stacjonarny, wojskowy, darmowy, więc dzwoniliśmy wszędzie. Dosłownie. Robiąc sobie jaja w firmach, denerwując  ludzi w prywatnych domach  albo wraz z koleżankami dzwoniąc do chłopców, w których się kochałyśmy. Boże, jak dobrze, że prawo nie działa wstecz. A wtedy nikt nie znał pojęcia stalking.

 

W domu bawiliśmy się też w chowanego. Liczba kryjówek była oczywiście mocno ograniczona, znaczenie miała jednak kolejność odnalezienia i kreatywność. I tak moja przyjaciółka Monika weszła kiedyś do szafki na buty wielkości niemalże pudełka na buty i najpierw długo nie mogliśmy jej znaleźć, a potem długo nie mogliśmy jej stamtąd wyciągnąć. Z Moniką też zbiłam szybę do drzwi w pokoju i miałam bardzo wiele niezliczonych przygód, których nazbierało się sporo, bo znamy się od 2 roku życia.

 

Kiedyś dzieciaki bawiły się przede wszystkim na dworze. Gdy miałam jakieś 10 lat, za moim blokiem rozkopali całe boisko (które jest teraz oczywiście parkingiem) w celu wymiany rur. To były długie korytarze, labirynty. I myśmy tam siedzieli całymi dniami. Mieliśmy swoje bazy, schowki. Ten piach z włosów i uszu mama domywała mi chyba do kolejnego lata.

 

A zimą najlepiej lubiłam czas po świętach. Bo braliśmy wtedy choinki leżące przy  śmietnikach i zjeżdżaliśmy na nich z górek. Tysiąc razy lepsze niż sanki, jabłuszka i reklamówki. Potwierdzone info. Zjeżdżało się na nich dopóki nie odmarzły palce albo nie zrobiło się dziury w spodniach na tyłku. Wyobrażacie sobie teraz taki widok na swoim osiedlu?

 

Moje miasto leży na Mazurach Zachodnich czy też Warmii, spory trwają codziennie,  w każdym razie jest tam mnóstwo jezior. I jedno ulubione, z plażą, na którym latem spędzało się pół dnia. Podział miejscówek był oczywisty. Dziewczyny na górce, chłopcy na pomoście. Wszyscy spotykali się w wodzie, czyli gdzieś po środku. A w tym czasie podrywało się na podtopienie, ewentualnie zrzucenie do wody z pomostu, czyli na prawie skręcenie karku. Do tej pory jednak wszyscy żyją cało, chyba nawet wyszło z tego kilka małżeństw.

 

Późna podstawówka i czasy liceum to już zupełnie inna bajka. To już rapowy klub osiedlowy w piwnicy, przez który szła rura z ciepłą wodą, więc było tam jak w saunie. To palenie papierosów za garażami, a potem z zielonymi twarzami trenowanie piłki ręcznej. To zorganizowany pierwszy koncert hip-hopowy.  To przede wszystkim wspaniała grupa znajomych. Na dobre i na złe. Wiadomo, że nie wszyscy kochaliśmy się równie mocno. Ale każdy za każdym stał murem. Nie było facebooka i innych mediów. Zresztą do tej pory część moich znajomych nie ma nigdzie kont i żyje tu i teraz. Bardziej.

 

Pamiętam też coroczny grill u Patryka, gdy jego rodzice wyjeżdżali nad morze. Wówczas siadaliśmy wszyscy przy marmurowym (tak, dobrze czytacie, marmurowym) stole i gospodarz, niczym ojciec chrzestny otwierał imprezę. I zawsze, ale to zawsze  zaczynaliśmy od słuchania od płyty Jaya-z Unplugged. Imprezy zazwyczaj kończyły się koło 7 lub 8, a gdy wracałam do domu, witał mnie wzrok mamy z nad książki z pytaniem: Dziecko, gdzieś Ty była? Co można robić do tej pory?

 

I ja wtedy zawsze tylko uśmiechałam się pod nosem, bo nie odważyłam się powiedzieć na głos: Mamo, oj można robić dużo rzeczy, naprawdę dużo fajnych rzeczy 😀

 

Dobrych wakacji Wam życzę. I samych dobrych ludzi dookoła. I kąpieli nago nocą w jeziorze, wiadomo.

Zobacz również:

Koczki Karmi Catering Przyjęcia okolicznościowe Garden Party